O autorze
Jak ja bardzo lubię podróżować! Lubię wyjazdy, przeróżne, ale kocham powroty. Powroty do domu. Bo na szczęście zawsze mam do czego i kogo wracać. A to jest najważniejsze. Rodzina, dzieci, szczęśliwy dom. Jeszcze kilka lat temu powiedziałabym, Boże, jaki banał! Teraz tak nie myślę, po prostu wiem, ze tak jest - i już.
Podróże kocham. Myślę, że i pod tym względem mam wiele szczęścia. Jeżdżę od lat, we wspaniałe miejsca, ze wspaniałymi ludźmi - rodziną i przyjaciółmi. Planujemy wspólnie, spieramy się, dyskutujemy, wybieramy kolejne miejsca, szukamy biletów, przeglądamy hotele. Uwielbiam to.
Wspaniale jest mieć możliwość pokazywania świata swoim dzieciom. Podróżowaliśmy po wielu krajach, bliższych i dalszych. Pokochaliśmy dalekie podróże. Wspaniałe, niezapomniane Indie, niesamowite Zjednoczone Emiraty Arabskie, cudowny Wietnam, a przed chwilą Birma i Tajlandia. Podróż magiczna. Oby było ich jak najwięcej!

Zagubiony w indonezyjskiej dżungli, Kościół - Kurczak

Fot. Anna Myrcha
Gdy pewnego dnia przeczytałam, że gdzieś w indonezyjskiej dżungli, znajduje się niesamowity Kościół zwany Kurczakiem, pomyślałam, że bardzo chciałabym zobaczyć tę niecodzienną budowlę. Co kryje się za dziwną nazwą? Okazja nadarzyła się dość szybko, choć odnalezienie go nie było takie łatwe jak wydawało się na początku.

Byliśmy w Yogyakarcie, zwiedzaliśmy zabytki płaskowyżu Šiwy i postanowiliśmy spełnić naszą małą zachciankę. Niestety, przewodnik - kierowca, z którym podróżowaliśmy nie miał pojęcia o czym mówimy, nie tylko nie wiedział gdzie ów Kościół znajduje się, ale również nigdy o nim nie słyszał. Na szczęście pomogli dobrzy ludzie i po krótkiej podróży zostaliśmy dowiezieni w miejsce, z którego musieliśmy już samodzielnie wspiąć się na sporą górę.

Poinformowano nas, że droga jest stroma, prowadzi przez dżunglę i powinnismy sie śpieszyć, bo jak nastanie zmrok, będzie nam trudno trafić z powrotem. Rzeczywiście droga nie należała do najłatwiejszych. Początkowo ścieżka wiła się wsród drzew, najróżniejszych palm i choć była momentami stroma, to wydeptana ziemia nie stanowiła dla nas wyzwania.

Po około 20 minutach wędrówki dotarliśmy do punktu widokowego, z którego codziennie rano amatorzy spektakularnych wschodów obserwują jak słońce wyłania się zza choryzontu i zaczyna powoli oświetlać monumentalną światnię Prambanan. Jednak teraz nie było tu nikogo.

Po chwili odkryliśmy ścieżkę, która wiła się wsród drzew i ruszyliśmy nią dalej w poszukiwaniu Kościoła. Droga była coraz gorsza, przybywało kamieni, było stromo, upał doskwierał coraz mocniej.
Wędrowaliśmy tak kolejne pół godziny i w pewnym momencie naszym oczom ukazał się niesamowity widok. Kościół trafnie nazwany Kurczakiem wyłonił się spośród drzew i ukazał się nam w pełnej krasie. A było na co popatrzeć!

Gereja Aram, inaczej zwany Kościołem - Kurczakiem, powstało w 1990 roku. Jest dziełem Daniela Alamsjaha, mężczyzny, który twierdzi, że Bóg go nawiedził i kazał zbudować dom modlitw na szczycie wzgórza. Choć budynek od 15 lat stoi pusty, cały czas przyciąga uwagę ludzi rożnych wyznań, którzy ściagają z wielu stron swiata, żeby go obejrzeć.

Kościół stoi na szczycie wzgórza w rejonie Magelang na Jawie Środkowej. Jego twórca musiał przebyć ponad 550 km z Dżakarty aby dom modlitw powstał właśnie tam.

Jak do tego doszło?
Jak udało się nam dowiedzieć, w 1989 roku Alamsjah znalazł się w tym rejonie odwiedzajac mieszkającą w okolicy rodzinę żony. Gdy spacerował po puszczy zobaczył taki sam widok, jaki pojawiał się w jego snach. Modlił się w tym miejscu przez całą noc po której stało się dla niego jasnym, że jego dom modlitw musi powstać właśnie w tym miejscu.
Rok pózniej mężczyzna kupił 3 tysiące m2 na wzgórzu Rhema za atrakcyjną cenę 2 milionów rupii - około 5,5 tysiąca zł. Alamsjah spłacał tę kwotę przez następne 4 lata. W tym czasie rozpoczął budowę Kościoła. Przy pracach pomagało 30 osób mieszkających w pobliskiej wiosce.
Projekt zakładał, że budynek będzie miał kształt gołębicy. No cóż, co wyszło z tych założeń, widać doskonale, również po tym jak turyści nazwali budynek na własny użytek.

Przez następnych 10 lat w Gereja Ayam ludzie nie tylko się modlili. Prowadzono tam również rehabilitację dla niepełnosprawnych dzieci, osób uzależnionych od narkotyków oraz dla agresywnej młodzieży.
Daniel Alamsjah mówi, że budynek wcale nie miał być kościołem, a jedynie domem modlitw dla ludzi, którzy wierzą w Boga.


Niestety, z powodu zbyt wysokich kosztów utrzymania Kościół- Kurczak zamknął swoje podwoje w 2000 roku. Od tego czasu stoi pusty, ale nadal przyciąga ciekawskich, takich jak my. Choć informacji o tej budowli nie znajdziemy w żadnym przewodniku ani informatorze, to jednak ludzie dowiadują się o jej istnieniu i przyjeżdzają obejrzeć tę nietypową budowlę.

Budynek zrobił na nas duże wrażenie, choć opuszczony, coraz bardziej zaniedbany, powoli popada w ruinę. Ogromna, pusta przestrzeń w środku nie przypomina już w najmniejszym stopniu tego co niegdyś się w jego wnętrzu działo, czym było. Po jakimkolwiek sprzęcie nie pozostał już żaden ślad.
Po wewnętrznych, prowizorycznie skleconych schodach weszliśmy na samą górę. Tam odkryliśmy mały taras, z którego przez nieduże okienka można było podziwiać okolicę. Jednak po chwili zorientowaliśmy się, że jest jeszcze wejście wyżej. Po kruchej, stromej drabinie, nie bez strachu, weszliśmy na samą górę. Znaleźliśmy się na małym tarasiku, z którego roztaczał się niewiarygodnie piękny widok. Taras był mały, niezabezpieczony żadnymi barierkami.
Po koleji wszyscy zameldowaliśmy się na górze.
Zbliżał się wieczór, było parno i gorąco, ale na górze wiał wiatr co przynosiło nam miłe orzeźwienie.

Spędziliśmy na tarasie trochę czasu oczarowani widokiem, zafascynowani budowlą. Zewsząd otaczała nas zielona dżungla, niebo powoli stawało się purpurowe.

Powoli zeszliśmy na dół i po chwili już byliśmy w drodze powrotnej, uciekając przed zmrokiem.
Trwa ładowanie komentarzy...