Koh Phi Phi - witamy w raju

Fot. Anna Myrcha
Ko Phi Phi to bezsprzecznie jedna z najpiękniejszych tajskich wysp. Położona na morzu Andamańskim, dysponuje cudownymi, białymi plażami, kryształowo czystym morzem o głębokim odcieniu turkusu, a roztaczające się wokół widoki wręcz oszałamiają.

Tajowie doskonale zdają sobie sprawę, jak wspaniałe miejsca posiadają i nie dziwi fakt, że starają się je chronić zakładając w nich parki narodowe. I właśnie tu, w prowincji Krabi, na powierzchni 388 kilometrów kwadratowych ( z czego zaledwie 65 kilometrów kwadratowych to stały ląd) powstał Park Narodowy Hat Nopparat Thara- Mu Koh Phi Phi. Jego centralnym punktem jest archipelag sześciu wysp położony około 40 km od wybrzeża Krabi: Phi Phi Don, Phi Phi Ley, Bida Nok, Bida Nai, Ko Yung i Mai Phai.

Wyspy są piękne, mają wspaniałe plaże, trudno zliczyć egzotyczne gatunki fauny i flory. Soczysto zielone lasy deszczowe rosnące na zboczach gór, fantazyjne labirynty namorzyn, rafa koralowa zdająca się być zupełnie innym światem, białe piaski, strome klify- to krajobraz składający sie na Mu Ko Phi Phi.

Nic więc dziwnego, że wyspa Phi Phi Don przyciąga rzesze turystów. Jest to jedyna w archipelagu wyspa na stałe zamieszkała i jednocześnie największa.
Turyści byli tu od lat, ale od 1999 roku, kiedy to w pobliskiej Maya Bay nakręcono popularny hollywoodzki film z Leonardo di Caprio w roli głównej - "Niebiańska plaża", popularność wyspy wzrosła wielokrotnie.
Spowodowało to oczywiście tłok i wysokie ceny.

Ponad 10 lat temu, 26 grudnia 2004 roku wyspa przeżyła straszliwą tragedię. Tego dnia uderzyła w nią 10- metrowa fala tsunami, wywołana trzęsieniem ziemi na oceanie Indyjskim. Ucierpiały wszystkie okoliczne wyspy archipelagu, ale największe straty oczywiście poniosła Ko Phi Phi Don. Tu, zniszczenia były ogromne, zginęło wiele osób, zarówno stałych mieszkańców jak i turystów.
Zniszczenia dość szybko usunięto, odbudowano zdewastowane budynki i turyści powoli zaczęli wracać. Do dziś jednak pamięć o tym wydarzeniu jest bardzo żywa. Na wyspie umieszczono tablice upamiętniające ofiary tsunami, wyznaczono oznakowane ścieżki ewakuacyjne prowadzące na szczyty wzniesień. W razie zagrożenia należy z nich skorzystać przemieszczając się jak najwyżej.

Wyspa znowu stała się tłoczna, pełna turystów. Wystarczy jednak zostawić za sobą rejon przystani i zatoki Ton Sai, gdzie skupiona jest większość punktów komercyjnych, agencji turystycznych, hoteli, aby naprawdę odkryć tę piękną wyspę.

Mimo, że Ko Phi Phi Don jest największa, to wcale nie znaczy, ze jest to duża wyspa, ma bowiem niecałe 30 kilometrów kwadratowych powierzchni, z czego większość to porośnięte gęstym lasem tropikalnym skały wapienne, na tyle strome, że uniemożliwiają osiedlenie się tam ludności. Z najwyższego miejsca na wyspie, wspaniałego punktu widokowego, na który można wspiąć się po schodach, rozciąga się piękna panorama na dwie zatoki i przedzielającą je piaszczystą mierzeję. Wyspa oglądana z tej perspektywy może przywodzić na myśl motyla.

Wyspa jest naprawdę mała i górzysta. Byliśmy zdziwieni, gdy okazało się, że nie ma na niej dróg, a co za tym idzie również samochodów, tuk - tuków ani nawet skuterów. Jeśli trzeba przewieść coś naprawdę ciężkiego używa sie do tego dwukołowych wózków, które ciągnie człowiek - taksówka. Cały transport odbywa się łodziami, zarówno ludzie jak i towary są przewożone droga morską.

Na wyspie mieszka około 1000 mieszkańców trudniących sie głownie rybołówstwem i co oczywiste turystyką. Słodką wodę na wyspie uzyskuje się z deszczówki, a prąd z generatorów zasilanych ropą.

Dojazd na Ko Phi Phi nie jest łatwy ani szybki. Nasza podróż była jeszcze dłuższa, gdyż jechaliśmy z daleka, z Bagan w Birmie, co zajęło nam całą noc. Rano dotarliśmy do Rangunu gdzie wsiedliśmy do samolotu do Bangkoku. Tam przesiedlismy się do kolejnego i późnym popołudniem wylądowaliśmy w Krabi. Niestety, dalej juz tego dnia nie mogliśmy podróżować gdyż ostatni prom z wyspy odpływa o godzinie 15. Nie byliśmy tego świadomi przy rezerwacji hotelu na Ko Phi Phi, dopiero później zorientowaliśmy się, że nie zdążymy na ostatni prom. Przyjechalismy wiec do hotelu w Krabi, gdzie zatrzymalismy sie na jedną noc.

Krabi nie zrobiło na nas dobrego wrażenia. Brudne, głośne miasteczko, pełne turystów, nieciekawych budynków, małych, zatłoczonych knajpek z kiepskim jedzeniem.
Przespaliśmy noc w równie nieciekawym hotelu, choć na szczęście czystym, zaopatrzonym w klimatyzację i łazienkę z ciepłą wodą.

Następnego dnia o 9 rano wsiedliśmy na prom. Czekała nas ponad półtora godzinna podróż na wyspę Phi Phi Don. Była piękna pogoda, świeciło mocne słońce. Płynąc byliśmy już zachwyceni widokami, które podziwialiśmy raz z jednej raz z drugiej burty. Nie wiedzieliśmy jeszcze, ze za chwilę trafimy do raju.

Wysiedliśmy w małym, uroczym porcie w zatoczce Ton Sai, gdzie juz czekał na nas z łodzią przedstawiciel hotelu. Nasze bagaże zostały załadowane na łódz, a po chwili i my dołączyliśmy do nich. Po 20 minutach dotarliśmy do Maya Bay Beach Hotel. Wyskakiwaliśmy z łodzi wprost do wody i brodząc po kolana wyszlismy wprost na plażę.
Po prawie dwóch dniach byliśmy u kresu podróży.

Nasz piękny hotel był ulokowany już poza strefą komercyjną, nad turkusową zatoką, przy pięknej piaszczystej plaży, tuż przy Long Beach. Widok, który roztaczał się z okna sypialni naszego bungalowu był oszałamiający. Zatoka, nad która spędzaliśmy urocze chwile jest otoczona wyłaniajacymi się z morza zielonymi skałami, co budziło nasz nieustający zachwyt już od pierwszych chwil. Nieograniczone możliwości snorkowania cieszyły każdego dnia.

Możliwości wypoczynku na wyspie jest wiele. Można całe dni spędzić na plaży, opalając się, kąpiąc i podziwiając piękne widoki, które roztaczają się wszędzie wokół. Woda jest turkusowa, przeźroczysta, ciepła, zachęca do pływania i podziwiania fauny i flory. Cudowne przeżycie.
Można zwiedzać wyspę, zagłębić się w las, obserwując liczne ptactwo, ale uważając na wszędobylskie, ciekawskie małpy, które dziko żyją w koronach drzew. Podczas odpływu można się wybrać na długi spacer brzegiem morza, omijając wystające z wody skały, podziwiając piękne widoki.

Można również popłynąć na wycieczkę po okolicznych wyspach, wysepkach, malowniczych zatoczkach. Oczywiście i my wybraliśmy się w tę krótką podróż.

Phi Phi Ley leży 2 km na południe od wyspy Phi Phi Don i obejmuje nieco ponad 6 kilometrów kwadratowych, otoczonych zewsząd turkusową wodą. Nie ma na niej stałych mieszkańców, gdyż większość terenu zajmują strome klify wzoszące się wysoko, wysoko ponad linię morza.
To tu, w przepięknej Maya Bay, na białej plaży kręcono wspomniany wcześniej kinowy przebój. Plaża i widoki na tej wyspie są urzekające, niestety widoki te chcieliśmy podziwiać nie tylko my, ale również rzesze turystów z wielu krajów. Cóż, nic dziwnego, ale nawet pomimo to, zdecydowanie warto było tu przypłynąć.

Poza piękną plażą o konsystencji cukru pudru, urzekających widoków, atrakcją wyspy jest również krasowa Jaskinia Wikingów. Nazwa wzięła się od rysunków starożytnych piratów pokrywających ściany jaskini. Istnieje teoria, ze Wikingowie znależli w niej schronienie przed monsunem.

Zauważyliśmy bambusowe rusztowania oparte o jej ściany i bardzo nas to zafrapowało, zastanawialiśmy się jaki był cel stawiania tej wysokiej konstrukcji. Wkrótce dowiedzieliśmy się, ale muszę stwierdzić, że odpowiedż nie przypadła nam do gustu. Okazało się, że po rusztowaniach Thaiowie wspinają się w poszukiwaniu gniazd małych ptaszków, podobnych do jaskółek- swiftów. Ptaki wiją je wysoko, w załomach skalnych, do których dostęp jest bardzo trudny. Z niesmakiem słuchaliśmy opowieści o przeznaczeniu gniazd. Okazało się, że są one ogromnym przysmakiem i przyrządzane jest z nich luksusowe danie kuchni chińskiej, rodzaj zupy. Ceny zaś za ten luksusowy towar osiągają zawrotne sumy.

Płynąc dalej na północ, natrafiamy na Ko Yung ( wyspę Komarów) z kamienistą plażą na wschodnim wybrzeżu. Wody okalające wyspę tętnią życiem kolorowych, różnorodnych raf. Tuż obok znajduje się Wyspa Bambusowa- Ko Mai Phai, słynąca z pięknych plaż, na północnym i wschodnim krańcu.
To miejsce wręcz wymarzone do snorkelingu. Ciepła, kryształowa woda w odcieniach turkusu, zieleni i błękitu, a w niej liczni mieszkańcy rafy mieniący się wszystkimi kolorami tęczy.

Na południe od Ko Phi Phi Don znajdują się wyspy Ko Bida Nok i Ko Bida Nai, których skaliste brzegi schodzą nawet 30 metrów wgłąb morza, czyniąc to miejsce prawdziwym rajem dla nurków. Można tu spotkać żółwie, węże morskie, płaszczki, a w szczelinach skalnych kryją się mureny.

To był dla nas niezapomniany dzień. Słońce paliło, a my pływaliśmy od wyspy do wyspy po prostu zachłystując się widokami. Karmilismy małpy na kolejnej małej wysepce, nurkowaliśmy w maleńkich zatoczkach pełnych kolorowych ryb, bajecznych koralowców, wylegiwaliśmy się na złotej płazy pod skałami.

Phi Phi to również wyspa, gdzie chętni do zabawy znajdą nie jedno miejsce spełniające ich oczekiwania- nocne pokazy tańczących z ogniem czy imprezy na plaży.
Wyspa to również raj dla smakoszy. Pełno tu restauracji, małych i dużych serwujących przepyszne ryby, owoce morza z grilla, wspaniałe, świeże owoce i soki czy tropikalne drinki w kubełku.
Ludzie zaś są mili i zawsze uśmiechnięci, jak to w turystycznym raju.
Trwa ładowanie komentarzy...